wtorek, 23 maja 2017

Matura, matura i po maturze

Minął już niemal tydzień, odkąd znajduję się w magicznej krainie zwanej "po maturze". To miejsce jeszcze piękniejsze niż "jutro" a nawet "od nowego roku". W magicznym po maturze młodzi ludzie wreszcie wiedzą, czego chcą od życia, zajmują się swoją pasją, chudną, robią prawo jazdy, a nawet sprzątają pokój. 

Na razie dotknęło mnie tylko to ostatnie, ale przecież minął zaledwie tydzień. Niektórym najwyraźniej powiodło się lepiej, bo już mówią, że się nudzą, nie wiedząc, co zrobić z tak dużą ilością wolnego czasu. Bo można przez tydzień spać, kolejny tydzień jeść i jeszcze kolejny grać w gry, ale kiedyś nadchodzi czas, że już naprawdę nie wiadomo, czym wypełnić powstałą pustkę.

Niektórzy idą do pracy i nie wątpię, że dla wielu jest to sensowne rozwiązanie, ale akurat nie dla mnie - osoby, która wie, kiedy zawiązano pierwszy triumwirat, ale nie wie, na co mogłaby wydać pieniądze. Widzieliście tych smutnych bogaczy w filmie, którzy nie wiedzą, co jeszcze mogliby kupić, bo nic nie daje im satysfakcji? Krin ma podobnie, tylko nie jest bogata ani nie spróbowała w życiu wszystkiego.

Być może to naprawdę najwyższy czas, by zmienić siebie i swoje życie. Na pewno jedno się już zmieniło - nie zastanawiam się, czy naprawdę aż tak nienawidzę szkoły. Jestem tego pewna. Dotąd każde wakacje chodziłam jak na szpilkach, dręczona okropną myślą, że każde tyknięcie zegara przybliża mnie do nieuchronnego koszmaru. W tym roku ten strach się nie pojawił, być może to kwestia zupełnie nowej sytuacji życiowej, ale czuję się duchowo lżejsza. Kiedy nie pochłania mnie poszukiwanie celu życiowego, zaczynam wierzyć, że naprawdę mogę zrobić coś ciekawego. I nikt mi nie powie, że powinnam powtórzyć coś ze szkoły, by być przygotowaną na kolejny rok. Nikt mi nie powie, że marnuję czas.

Mam tyle czasu, że mogłabym z niego zbudować dom. 

Chciałam stworzyć listę postanowień wakacyjnych, ale zadania z listy człowiek ma do wypełnienia podczas roku szkolnego. Nieustannie goni go jakaś klasówka lub praca domowa, która choć jest na za tydzień mogłaby być zaczęta już teraz... Tak, doszłam do wniosku, że postanowienia wakacyjne są jak szkoła. Bo szkoła, mimo szczytnych idei, jest przede wszystkim po to, by kontrolować, czy się uczysz. Lista postanowień wakacyjnych ma z kolei kontrolować, czy nie marnujesz czasu na głupoty i jest tą pracą domową, na którą masz kilka miesięcy, ale może wypadałoby zacząć ją już dziś...

I nie, ten wpis nie zmierza do żadnej ciekawej konkluzji. W tym wpisie chcę się z wami podzielić własnym szczęściem i życzyć, żebyście w czasie swoich znacznie krótszych urlopów czy wakacji nie tak długich ja maturalne potrafili uwierzyć, że nic nad wami nie wisi tak jak ja teraz wierzę.  

Obym wierzyła do października.

1 komentarz:

  1. Chciałabym Cię poinformować o nominacji do Liebster Award

    http://wolnamk.blogspot.com/2017/06/liebster-award-2.html

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń